telefon+48 574 639 144Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

“Obraz ten to marzenie naszych snów” - tymi słowami kończy się druga zwrotka piosenki znanej każdemu, kto wychowywał się w czasach PRL lub kiedykolwiek słuchał wspomnień z tych czasów. Nie trzeba być fanem szczecińskiego girls-bandu “Filipinki”, żeby umieć zanucić początek refrenu piosenki roku 1963 Polskiego Radia - “Batumi”.

 

Jeśli jednak dzisiaj pojedziemy do Gruzji, a w szczególności do vegasodubajowskiego Batumi, stolicy Adżarii, z ujrzeniem rzeczonych herbacianych pól możemy mieć ogromny problem. Jeśli się nam poszczęści, gdzieś przy drodze może i ujrzymy pojedyncze dziko rosnące skupiska krzaków, ale to tyle. Żadnych zbieraczy herbaty, żadnych budynków przeznaczonych do suszenia i przetwórstwa, słowem - pustka. Czy to te same miejsca o których śpiewały Spice Girls PRLu?

 

Odpowiedzią na to retoryczne pytanie niech posłuży statystyka - waga całej suszonej herbaty w Gruzji za rok 1985 wyniosły 152 tysiące ton, podczas gdy w 2014 waga liści gotowych do sprzedaży osiągnęła zawrotne 1,8 tysiąca ton. Spadek o niemal 99%. Dlaczego tak się stało? I jak w ogóle trunek kojarzony głównie z Chinami czy Sri Lanką dotarł na stoki kaukazu?

 

Nasza historia zaczyna się w roku 1848 kiedy to pierwsze próbki i nasiona herbaty dotarły do Suchumi i Ozurgeti. Był to element długiego planu implementacji tych roślin w Carskiej Rosji. Na początku XIX wieku koszt pół kilograma herbaty wahał się od 10 do 12 rubli, to mniej więcej tyle co koszt 3 krów. Jeśli więc chciałem zabrać dziewczynę na randkę, musiałeś mocno opustoszyć swoją oborę. Po serii eksperymentów na Krymie, nasiona docierają w końcu do Gruzji i rozpoczyna się próba własnej wytworczości herbaty, a kto wie, może docelowo nawet i konkurencji z państwami Azji.

 

Początkowe lada herbacianego szału wiązały się z rozwojem prywatnych plantacji, jednakże te przedsiębiorstwa bardzo szybko upadały. Chyba najbardziej znanym entuzjastą uprawy herbaty był książe Micheil Eristawi, który oprócz niej na swojej ziemi w regionie Guria uprawiał tytoń, bawełnę, cytrusy i inne tropikalne owoce. Niestety, jego rolniczego entuzjazmu nie podzielał ani syn, który przeprowadził się do Petersburga, ani władza carska, która nie wydała mu kredytu na kupno nowej ziemi pod uprawy.

 

Przemysł herbaciany na Kaukazie był podtrzymywany przez różnej maści entuzjastów, którzy nie bali się eksperymentować z rośliną, która przecież nie musiała się przyjąć, ze względu na różnice klimatu i podłoża. Te ponad 40 lat szukania najlepszych sposobów na stworzenie gruzińskiej herbaty wreszcie wskoczyły na wyższy poziom w 1892, kiedy to bracia Popow kupili 300 hektarów ziemi uprawnej w okolicach Batumi, nad Morzem Czarnym. Jako doświadczony przedsiębiorca Konstanty Popow wiedział, że najpierw nową branżę trzeba poznać, a najlepiej to sprowadzić specjalistę do siebie. Dlatego też od końca lat 80 XVIII wieku regularnie jeździł oglądać plantacje w Chinach i Japonii, a w 1893, rok po otwarciu upraw w Gruzji, sprowadził do nich Lau Dżon Żau, zarządcę jednej z chińskich plantacji.

„Zachęciło mnie to, że będę miał okazję poznać zupełnie nowe państwo i fakt, że będę pierwszym człowiekiem, który specjalizuje się w uprawie herbaty. Podpisałem kontrakt na 3 lata, miałem dostawać 500 rubli miesięcznie, własne mieszkanie, wyżywienie, służbę, konia, bryczkę itd. Nawet podróż w tę i z powrotem, pierwszą klasą, była wliczona w kontrakt.” – opisywał swoje doświadczenia Lau.

Z Chin do Gruzji wraz ze specjalistami przyjechało 10 tysięcy sadzonek krzewów herbacianych i nasiona. Po 5 latach firma wyprodukowała 5200 kilogramów gotowej herbaty w ciągu roku. W 1900 herbata mistrza Lau zdobyła złoty medal na wystawie w Paryżu.

Konkurencja nie spała i naprzeciw braciom Popow wyszło państwo. W okolicach Czakwi na niemal stu hektarach Departament Spraw Specjalnych Carstwa(instytucja zarządzająca majątkiem cesarskim) zaczęła przeprowadzać badania nad różnymi typami herbaty, z Chin, Japonii i Indii. Z czasem państwowa plantacji urosła do ponad 500 hektarów, a w 1901 roku zaczął dla niej pracować również mistrz Lau. Po rewolucji firma przeszła w władanie ZSRR, a sam chiński zarządca w 1923 roku został obdarowany Czerwonym Sztandarem Pracy.

W międzyczasie wiele prywatnych rolników zaczęło tworzyć własne plantacje, niektóre wioski całkowicie niemal przechodziły na produkcję herbaty. Ważną postacią dla rozwoju fascynacji herbatą miejscowej populacji był książe Ermile Nakaszidze, który przetłumaczył na język gruziński „krótki wstęp do uprawy krzewów herbacianych w Zachodniej Gruzji” Timofiejewa i kolportował książkę wśród lokalsów. Po rewolucji brał czynny udział w tworzeniu gospodarstw kolektywnych, a w 1928 wydał własną książkę o uprawie i produkcji herbaty.

Pierwsze lata ZSRR wiążą się z ogromnymi inwestycjami w przemysł herbaciany. Kupowano tony nasion, brytyjskie maszyny do produkcji gotowej herbaty, wypróbowane przez lata w Indiach, a także zapraszano zagranicznych specjalistów. Od połowy lat 30 Sowieci zaczynają własną wytwórczość, zarówno sprzętu jak i sadzonek.

Osobą, bez której historia gruzińskiej herbaty byłaby niepełna to Ksenia Bachtadze - genetyczka, która przez całe swoje życie eksperymentowała z nowymi rodzajami magicznego trunku. W sumie wynalazła 19 typów herbaty, krzewy jednego z nich “Gruzja nr.8” mogą przetrwać nawet 25 stopniowe mrozy!

Gruzińscy herbatnicy przez lata prześcigali się rekordach zbiorów. Dzienny rekord w 1936 roku wyniósł 120.7 kilograma liści herbacianych zebranych przez jedną osobę. W końcówce lat 50-tych Tatiana Czchoidze wraz ze swoją ekipą zbierały średnio 11 tysięcy kilogramów na hektar. Niestety, wraz z wyścigami o rekordy i o zgodność z zalecanymi normami jakość gruzińskiej herbaty spadała na łeb na szyję. Często nie suszono już samych liści, a dodawano do nich gałązki, łodygi czy pączki. Spadek jakości był zapowiedzią tego co faktycznie stało się z gruzińską herbatą po upadku ZSRR.

 

Przejdźmy do liczb. W 1921 roku na gruzińskich plantacjach wytwarzano 550 ton herbaty, 20 lat później było to już 51 tysięcy ton, a w roku 1976 - 356 tysięcy ton. W latach 80-tych gruzińska herbata zaopatrywała 95% populacji Związku Radzieckiego, a liście zrywane i suszone w okolicach Batumi trafiały do pakowni w Moskwie, Odessie czy Samarkandzie.

Niestety upadek Związku Radzieckiego odpowiada za zamknięcie większości przedsiębiorstw zajmujących się produkcją herbaty. Z 65 firm dziś pracują tylko 3, setki hektarów, niegdyś pełnych zielonych krzaków, zbieraczy i owianych bardzo dobrą sławą maszyn do zbierania herbaty “Sakartwelo” stoi odłogiem, stanowiąc jedynie smutną pamiątkę po jednym z bujniejszych przemysłów kaukaskiego państwa. Obecnie w Gruzji możemy kupić produkowaną tam herbatę, jest ona jednak najczęściej bardzo niskiej jakości, zwłaszcza ta kupiona na bazarze. Obecnie wielu entuzjastów herbaty przyjeżdża do Gruzji, aby samemu zacząć biznes, korzystając z opuszczonych, obecnie dzikich, plantacji. Kto wie? Może za kilkanaście lat znowu usłyszymy o przepysznej gruzińskiej herbacie, a nowe FIlipinki zaśpiewają nam o kolejnych herbacianych polach?

 

https://www.rferl.org/a/the-revival-of-georgias-tea-industry/30230293.html

https://moychay.com/articles/gruzinsky_chay_Georgian%20tea

https://agenda.ge/en/news/2019/1908

https://www.renegadetea.com/blogs/news/why-did-the-georgian-tea-industry-collapse

https://www.georgianjournal.ge/discover-georgia/35452-5-estonians-who-became-tea-farmers-in-georgia.html

napisac wschód

Zespół

Monika Makuszewska
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Albert Wierzbicki
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.